środa, 30 czerwca 2010

SZKOLENIE NA LUBELSZCZYŹNIE


Marcin Wójcik i Leon Giesbers zapraszają na zgrupowanie na Lubelszczyznę w terminie 20,21,22.07.10Zgrupowanie adresowane jest do wszystkich fanów motocrossu i enduro, zarówno zawodników jak i amatorów. Treningi będą odbywać się w kilku grupach w godzinach od 9-tej do 17-tej. Każdy uczestnik zgrupowania otrzyma pierwszego dnia szczegółowy plan treningów.
Na naszym zgrupowaniu chcielibyśmy przekazać Wam wszystkie tajniki motocrossu począwszy od :

-omówienia sprzętu w którym należy jeździć
-ustawień motocykla: klamek sprzęgła i hamulca, kierownicy, teleskopów, stopki od biegów i stopki hamulca, dobierania opon
-pozycji ciała na motocyklu począwszy od głowy skończywszy na stopach
-ćwiczenia, które pomogą Wam wyrobić poprawne nawyki na motocyklach
-trenowanie konkretnych elementów na torze (zakręty z koleinami ,płaskie ,z bandami)
-trening hamowania
-trening startów, przygotowanie pola startowego
-jak powinien wyglądać Wasz dzień startowy
-jazda po prostej z dużymi nierównościami
-wybieranie najlepszych śladów na torze
-trening skoków
-omówienie treningu ogólnorozwojowego oraz odżywiania

Zgrupowanie będzie prowadzone równocześnie przez dwóch trenerów na różnych częściach toru.
Myślę, że sylwetki Leona Giesbersa nie trzeba Wam przedstawiać, nadal jest trenerem Kadry Holandii a także trenerem międzynarodowym polecanym przez FIM. Swoją wiedzę posiadł poprzez wiele lat startów w Mistrzostwach Świata a także wieloletniej pracy trenerskiej.

Koszt udziału w zgrupowaniu wynosi 100 euro od uczestnika, ilość miejsc ograniczona. Zgłoszenia należy wysyłać mailem na adres marcin@mxwojcik.pl, podając swoje imię i nazwisko. Po otrzymaniu tej informacji każdy zgłoszony uczestnik otrzyma ankietę , którą należy wypełnić i odesłać, ma ona na celu ułatwienie podziału na grupy według zaawansowania. Należy również wpłacić zaliczkę w wysokości 100zł. Numer konta otrzymacie po wysłaniu zgłoszenia.
Chcesz czerpać większą frajdę z jazdy na motocyklu crossowym przyjedź do Nas, serdecznie zapraszamy.
Kontakt telefoniczny: 513 028 587



Marcin Wójcik, Leon Giesbers


Czytaj więcej...

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Kielce dzień drugi...

"Jedziemy z hydropakiem endurkowym szlakiem,
na próbach gazu damy, wszystkie je wygramy.
Wazony odbierzemy, do domu pojedziemy".

Oto przykład rymów częstochowskich jakie produkuje w czasie ciężkiego rajdu mózg otumaniony postępującym zmęczeniem i nadmiarem endorfin w organiźmie.Trasa nieco podeschła, więc było łatwiej. Poza tym, wszyscy opracowali sobie własne ścieżki przejazdu przez trudne błotka, skutkiem czego tracili mniej czasu na nieprzewidziane postoje. Grupa EORacing wystartowała w takim samym składzie jak w sobotę. Mirek Kowalski dość łatwo wygrywa klasę weteran, bo ani Grzesiu Horodyński, ani ja, nie jesteśmy w stanie pokonać Kowala na próbach. Zatem zrelaksowany Mirek jechał sobie spokojnie i pewnie po pierwsze miejsce. Może nawet zbyt spokojnie, bo na którymś z PKC zagadał się z mechanikiem i spóźnił o jedną minutkę. To prawdopodobnie wystarczyło aby w klasyfikacji drugiego dnia przegonił go Grzesiu Horodyński, który zachował czyste konto spóźnień. Piszę” prawdopodobnie”, bo do 19 30 w niedzielę wyników jeszcze nie było, więc pojechaliśmy do domu. Na tym rajdzie zastosowano po raz pierwszy pomiar czasu przy pomocy transponderów. Jak to zwykle bywa przy testach , pojawiły się różne problemy natury technicznej i organizacyjnej, więc wyniki były podawane ze sporym opóźnieniem. Wypadło to trochę słabo, ale „pierwsze koty za płoty”. System pomiaru czasu przy pomocy transponderów jest zdecydowanie najlepszy i ma umożliwić niemal natychmiastowe podawanie wyników. Tak z pewnością będzie, bo koledzy z chronometrażu na pewno wyciągną wnioski z tych zawodów i na następnych wszystko pójdzie zgodnie z planem. Tym niemniej, o wynikach nie mogę nic napisać, bo na tą chwilę ich po prostu nie znam. Drugiego dnia złapałem uczciwe 4 minuty spóźnienia, bo utopiłem motorek na kilka minut w rowie z wodą, a potem, spiesząc się nadmiernie, nie podjechałem z marszu ostatniego podjazdu. Powtórka kosztowała mnie sporo sił i kolejne minuty straty. Potem jechałem już bez spóźnień ale to wystarczyło tylko do zajęcia trzeciego miejsca w klasie. Prawdopodobnie. Cichy Majk podczas pierwszego dnia dość mocno naruszył sobie kontuzjowaną kostkę u lewej nogi. Drugiego dnia z trudnością włożył buta, bo kostka mocno napuchła. Jechał zawody tak aby noga nie bolała, a nie tak aby było szybko. Oczywiście noga i tak bolała, więc musiał toczyć wewnętrzny spór między Sercem, które nakazywało jechać i Rozumem, który nakazywał wycofać się z rajdu. Serce wygrało i Michał rajd ukończył bez spóźnienia, ale wynik z prób jest taki sobie. Taki sport. Wprawdzie rajdowcy często muszą zmagać się z bólem, bo przecież podczas wielu godzin jazdy naprawdę trudno jest czegoś nie zbabolić i nie obić sobie jakiejś części ciała. Wiadomo jednak, że bez jednej nogi trudno się ścigać. Cichy jakoś tak od poprzedniego sezonu jeździ z dziwnymi przygodami. Mam nadzieję, że zła karma już się skończyła i od następnych zawodów Cichy zmieni się w Szybkiego. W każdym razie, gdy na mecie Michał zdjął buta z lewej nogi i Rozum zobaczył jak ona wygląda, strasznie nakrzyczał na Serce. Doszło do scysji, którą załagodził dopiero smaczny makaron, pomagając uspokoić się i Rozumowi, i Sercu.
Podczas tego rajdu ludzie przeżywali gehennę. Szczególnie ci, którzy nie lubią, lub nie potrafią jeździć przez błota. Przed MP jechały panie startujące do Mistrzostw Europy. Czołówka pań jechała dość sprawnie, choć nie bez przygód. To jednak tylko 2-3 pierwsze. Reszta męczyła się strasznie. Kibice nie zawsze pokazywali dobry ślad, co w Kielcach jest regułą, ale z błota wyciągali. Drugiego dnia jedna pani, taka zupełnie malutka, utopiła sztukę już na dojazdówce. Czasy były ciasne, więc wszyscy doginali do PKC, a ta bidulka stała i patrzyła tylko na to swoje nieszczęście. Przeleciałem to błotko, stanąłem i wyrwałem jej tylne koło z breji, bo inaczej byłby to dla niej koniec rajdu. Na PKC zdążyłem, ona też, ale myślę, że tego dnia nie skończyła. Czasem, podczas takich zawodów, trzeba użyć zwykłej siły fizycznej, a gdzie taka mała dziewczyna może sama wyrwać z błota utopioną sztukę? Oczywiście, na zawodach, tego typu pomoc ma swój kres, bo przecież każdy jest pod presją czasu. Zatem panie rajdowcy starały się unikać błota za wszelką cenę. Te sprytniejsze, gdy dojeżdżałem je na trasie, starały się łapać za mną i jechać moim śladem. To bardzo dobra strategia, tym bardziej, że jechałem wolno. Natomiast te mniej sprytne wyczyniały różne cuda. Widziałem takie curiosum, że szczęka mi opadła. W pierwszej pętli drugiego dnia, na łatwym odcinku wzdłuż torów i z powrotem, jedna z dziewczyn utopiła maszynę w sporym, ale przejezdnym błotku. Kibice ją wyciągali, więc przejechałem obok spiesząc się do swojej pracy. Niewiele straciła, więc po PKC znów była przede mną. Jadę w drugiej pętli, patrzę, a ta babeczka, zamiast jechać trasą, tarabani się z motocyklem przez podwójne, mocno uczęszczane tory. Zrobiła skróta, bo tak bardzo bała się tego błota. Ile ona sił straciła przepychając ten motocykl przez te tory, a prawdziwa zabawa była jeszcze przed nią. Po drugiej stronie torów był bardzo stromy zarośnięty wąwóz, skąd wydostać się z motocyklem nie było łatwo. W każdym razie po dosłownie kilku minutach byłem już w tym miejscu, a koleżanka rajdowiec chyba jeszcze z tych krzaków nie wyszła. Na PKC jej przede mną nie było, zatem skrót dał jej naprawdę do wiwatu. Na wynikach widziałem, że dzień skończyła z dużą stratą. W sumie dziewczyny były bardzo dzielne. Z uwagi na stopień trudności trasy, jestem pełen uznania dla ich fantazji i hartu ducha.
W poprzednim sezonie ten sam klub KTM NOVI zorganizował udane Mistrzostwa Polski. W tym roku tak do końca nie powtórzył sukcesu. Trasa okrężna była bardzo dobra, dobrze oznakowana i zabezpieczona, a czasy były prawidłowo dobrane do rangi Mistrzostw Europy.
Próby były zupełnie niewystarczające do takich zawodów, za krótkie, a próba Enduro była puszczona po starych śladach. Co z tego, że pod prąd? Pod prąd też można było ją przetrenować. Wiem, że byli tacy, którzy z tej możliwości korzystali.
Mam już jednak dosyć pisania o tym, że dziwne ambicje niektórych zniechęcają innych do jazdy w MP Enduro.
Światła, więcej światła – nie, nie, to już było. To już ktoś powiedział. Wiem. Luzu, więcej luzu moi panowie:-).

Czytaj więcej...

sobota, 26 czerwca 2010

Kielce - dzień pierwszy

Minął pierwszy dzień zmagań o Mistrzostwo Europy i Mistrzostwo Polski w Motocyklowych Rajdach Enduro. Zawody zorganizowane w Kielcach mają dawno niespotykaną formułę. Z centrum miasta jedziemy dojazdówkę do pierwszego PKC, a stamtąd dopiero zaczyna się prawdziwy rajd. Organizator wytyczył trasę, którą jeździmy prawie podczas każdych zawodów organizowanych przez kieleckie kluby motorowe. Modyfikację polegają na odłączeniu lub przyłączeniu jakiegoś odcinka. Z uwagi na to, trasa jest bardzo wybita już od pierwszego koła. Potem jest tylko gorzej. Dodatkowym utrudnieniem jest wszechpanujące błoto. Ostatnie dni były bardzo mokre i tam, gdzie podczas poprzednich rajdów było małe błotko, teraz jest breja w której bardzo łatwo utopić motocykl. Dodatkowo podłączono kilka trudnych podjazdów, a żeby nie było zbyt łatwo zastosowano dość ciasne czasy. Zresztą są one regułą podczas Mistrzostw Europy. Przynajmniej w Polsce. Kieleccy "kibice", jak zawsze, urządzają sobie igrzyska kosztem zawodników. Utrudniają jak mogą przejazd przez błota. Jednak jak już ktoś się wtopi, to starają się wyciągnąć delikwenta. Jeszcze inni idioci zrywają znaki i dzisiaj na dojazdówce do bazy rajdu pobłądziłem tracąc dodatkowo 3 minuty. Generalnie rajd jest bardzo trudny, ale tylko z powodu trasy. Próby są dość żałosne. Jedna na łące, o czasie przejazdu około 5 mniut, a druga na starej cegielni poprowadzona "pod prąd" istniejącego tam quasi toru motocrossowego. Podobny czas przejazdu. W stosunku do prób jakie były podczas Mistrzostw Świata w Kwidzynie, to te kieleckie, to nawet nie III liga. Kielce to takie polskie centrum pasjonatów Enduro. Tutaj najważniejsza jest trasa, próby są tylko dodatkiem. Takie rajdy też trzeba umieć pojechać. Ja tego nie potrafię i niestety brakuje mi sił na trudną trasę i ciasne czasy. Zatem nie podąłem walki z Grzesiem i Kowalem, którzy dzień dojechali bez spóźnień. Ja złapałem 14 minut. Cichy Majk również pojechał bez spóźnienia mimo spuchniętej, wykręconej tydzień temu, kostki. Wyników jeszcze nie znamy, bo Jury wciąż obraduje. Wiadomo - Kielce - afer nie brakuje. Ja jestem dosłownie "utłuczony" tym dniem, więc idziemy spać. Jutro znowu 3 kółka tej pioruńskiej trasy. Chyba wolałbym, niczym Tomek Czereśniak z "Czterech pancernych", pług ciągnąć.
Czytaj więcej...

piątek, 25 czerwca 2010

Enduro w Kielcach


W sobotę i niedzielę odbędą się w Kielcach kolejne eliminacje Mistrzostw Europy oraz Mistrzostw Polski w Motocyklowych Rajdach Enduro.Oczywicie zawodnicy EORacing już pojawili się w Kielcach.Michal wystartuje w klasie E1 MP, a Mirek i ja, po staremu w klasie Weteran MP. Zrezygnowalimy z klasyfikacji ME, bo i tak nie startujemy w calym cyklu ME, a obecnosc naszych nazwisk na listach wyników ME kosztuje dodatkowe 500 zl od glowy.Trasa i próby dla ME są dokładnie te same co dla MP, więc kto ma takie potrzeby może porównać swoje czasy do zawodników startujących w ME. Trasa liczy sobie około 60 km wraz z próbami, a na pętli są dwie próby - Cross i Enduro. I jutro i pojutrze jedziemy po 4 pętle. Zatem będzie to około 7 godziny jazdy każdego dnia. Organizator - KTM Novi Kielce - zarządził start honorowy z centrum miasta, a prawdziwy start do zawodów będzie dopiero od PKC, który kończy szesnastokilometrową dojazdówkę. Spira odpuscił start w Kielcach, a EORacing wystartuje w klasyfikacji zespołów sponsorskich w składzie - Michał Łukasik, Roman Ulenberg i Artur Łukasik.
Czytaj więcej...

piątek, 18 czerwca 2010

Błoto, ziąb, deszcz i motocykle...III Rajd Dolnośląski Jelenia Góra 1985


Prezentujemy kolejną relację Jarka Ozdoby z dawnych lat. Tym razem Jarek opowiada o Mistrzostwach Europy Enduro sprzed 25 lat. Na zdjęciu jest nikt inny tylko Marcin Spirowski na motocyklu dokładnie z tej epoki. Uprzedzając pytania dodam, że wożenie niemowlaków podczas rajdu nie było obowiązkowe.


Młodzieży aktualnie parającej się rajdami Enduro, a także starszym chłopcom, którzy odkryli uroki tego sportu i wzięli się za niego w okolicach po trzydziestce trochę trudno w to uwierzyć, że aż do końca sezonu 1989 tytuł Mistrza Europy był najważniejszy w tej dyscyplinie motocyklizmu. Tak jednak było - walkę o laury Mistrza Świata wprowadzono dopiero od roku 1990. Sytuacja społeczno-polityczna jaka panowała w latach osiemdziesiątych w naszym kraju niezbyt sprzyjała przyznawaniu nam organizacji imprez najwyższej rangi. Niemniej jednak najlepsi w europejskim Enduro gościli w 1980 roku w Bocheńcu pod Kielcami, a w latach 1981, 1984 i 1985 w Jeleniej Górze. Z okazji Srebrnego Jubileuszu zasługuje chyba na przypomnienie III Rajd Dolnośląski zorganizowany w terminie 8-9 czerwca 1985 roku z bazą w Jeleniej Górze. Inna sprawa, że oficjalna nazwa tej imprezy wykazywała czyjeś skłonności do dłużyzn, albowiem w pełnym brzmieniu był to: III Rajd Dolnośląski, eliminacje Mistrzostw Europy i Mistrzostw Polski w motocyklowych rajdach szosowo-terenowych Enduro - Jelenia Góra 1985. 06. 08-09. Dziś chyba nazwy imprez są jednak mniej barokowe. Paddock zawodów stanowił wówczas jeleniogórski Stadion Miejski z przyległościami. Jako, że akcja toczyła się przed ćwierćwieczem, więc jego standard jako żywo przypominał dzisiejsze stadiony/boiska w mniej sytuowanych gminach. Niemniej jednak nikt z przybyłych nie kręcił nosem na zastane warunki. Enduro przecież hartuje ludzi! Jako ciekawostkę i koloryt tamtych lat można podać, że zakończenie 58 ISDE w walijskim Builth Wells w roku 1983 odbyło się pod pałatką w bezpośrednim sąsiedztwie pracujących koparek i betoniarek z pobliskiej budowy. I było dobrze, a wszyscy byli zadowoleni! Dwadzieścia pięć lat temu rajdy Enduro w stosunku pięć do sześciu odbyły się na polskich terenach przy fatalnej pogodzie. Jak w banku - lało, wiało i straszyło zimnem. Rzecz jasna nie były wolne od tej reguły polskie eliminacje mistrzostw Starego Kontynentu przeprowadzone na terenach Pogórza Sudeckiego i Gór Kaczawskich. Tu aura także zachowała się jak wytrawny wozak, któremu pomyliły się lejce - zamiast czerwcowego słoneczka było niczym na początku listopada. Brakowało jedynie gradobicia do pełnego przeglądu ówczesnych możliwości pogodowych. A może i lepiej, że nie było... Ponieważ impreza była z gatunku tych, co się zowie, więc opracowanie jej trasy powierzono nie lada fachowcowi, bo miejscowej rajdowej legendzie, panu Jerzemu Warchołowi. A, że człowiek to znający tamtejsze tereny na wylot, więc wytyczył trasę rajdu Enduro z górnej półki, bazującą na malowniczych terenach Karkonoszy. Nawet urodzeni w czepku rajdowi malkontenci z trenerem kadry Mirosławem Malcem na czele nie mieli powodów do narzekań. Było wszystko, czego endurowa dusza zapragnie: kamieniste holwegi, górskie strumienie, potężne i wymagające zjazdy, a także spore podjazdy nieomalże do nieba, leśne dukty z kamieniami, korzeniami i pieńkami. Na deser multum wertepów, gdzie ręce chciały opuścić stawy barkowe ( nawet ówczesne kadrowe Jawy Enduro, posiadające amortyzatory Marzocchi, nie miały regulacji do- i odbicia ). Nie zapomniano także o jakże uroczych błotnistych odcinkach, gdzie czasem szczytem odniesienia w mazi był korek wlewu paliwa... Oprócz niewiarygodnie wymagającej trasy zafundowano zawodnikom trzy próby w każdym okrążeniu. Dziś już zapomnianą, bo nie rozgrywaną od ponad dwudziestu lat, próbę przyspieszenia na prostym odcinku asfaltu - tyle to miało wspólnego z Enduro, co trial z kręceniem czasów na torze. Próbę specjalną, czyli według obecnej nomenklatury Enduro Test ulokowano w lesie, gdzie motocykliści pomykali pomiędzy solidnymi pniami wyrzucając w powietrze pióropusze wydartej ziemi i... trociny z przecinanych kostkowymi oponami wynurzających się po przejeździe kilkudziesięciu motocykli korzeni. Czasem łokcie i kolana zawodników ryzykownie zbliżały się do pni i konarów drzew, a zawodnicy mijali je na centymetry. W tamtych czasach jeżdżono raczej bez osłon dłoni. Widząc co się święci mniej odporni nerwowo widzowie tej próby odruchowo zamykali oczy i uskakiwali w tył. Ale - drogie Panie i Panowie, w końcu były to Mistrzostwa Europy w rajdach Enduro, czyli najwyższa ówczesna klasa tych rozgrywek. Na amatorów taplania się w borowinie czekała próba crossowa ulokowana w rejonie Podgórek w pobliżu przystanku PKS Widok. Nazwa była nader adekwatna do zawartości. Ludzie znający specyfikę rajdów Enduro, aż za dobrze wiedzą, że jeżeli na trasie pojawi się dorodna, soczyście zielona łąka, to można spodziewać się błotnej topieli, gdyż takie łąki zwykle są podmokłe, podszyte torfem. Nie inaczej było w Podgórkach. Łagodnie opadająca w dół, przepięknie zielona i nader miękka łąka miała w połowie swego obszaru rów melioracyjny wypełniony wodą, a że ostro padało, więc poziom cieczy przybrał w górę skali. W dodatku konfiguracja próby była tak otaśmowana, że zawodnicy ów rów musieli pokonać trzykrotnie w jednym przejeździe. O ile w pierwszych sobotnich kółkach motocykliści z mniejszych klas, czyli 80 i 125 zdołali owe rowy po prostu przeskoczyć, to reszta towarzystwa zaznawała regularnych kąpieli. Pejzażem rodem ze szkoły przetrwania było pokonywanie tych przeszkód przez zawodników z najcięższej klasy 4T 500, gdzie musiano zawiązać ad hoc spółdzielnię wzajemnej samopomocy. Aby na tej próbie wszyscy mieli jednakowo trudno, a nikogo nie korciły jakieś skróty, do wiązania taśm ochoczo biegał sam Przewodniczący Międzynarodowego Jury pan Erich Schmidt z Austrii, skrupulatnie pilnując, aby wszyscy zawodnicy skorzystali z dobrodziejstwa hasła: " A ty na co czekasz? Hulaj się kąpać! ". Kilku zagranicznych " krasnoludków " próbowało ulżyć doli zawodników usiłując przewiesić taśmy w bardziej łagodny wariant przejazdu. Spotkało się to z dezaprobatą grupy miejscowych, którzy pochwycili co nieco ze sterty palików przygotowanych na zapas do otaśmowania trasy. " Krasnale " ratowali w popłochu skórę rejteradą, a co ciekawe, wszech obecna w tamtych czasach Milicja Obywatelska nie uważała za stosowne podjąć interwencji. Powróćmy do strony sportowej III Rajdu Dolnośląskiego, gdyż one to są głównym tematem ninniejszych rozważań. Sporą ciekawostką i sensacją zarazem był start na tych zawodach grupy motocyklistów aż z... Nowej Zelandii. Okazało się, że byli to żużlowcy przygotowujący się w ten sposób kondycyjnie do międzynarodowego turnieju speedwaya w Lesznie. Można i tak! Na jeleniogórskiej imprezie z roku 1985 pokazali się wszyscy liczący się wówczas na międzynarodowej scenie Enduro. Impreza należała do zawodników z Czechosłowacji i NRD, które to kraje stanowiły wtedy potęgi w Enduro. Z dobrej strony pokazał się wówczas jadący Accossato Włoch Stefano Paseri, który wygrał w obydwa dni klasę 80. W tejże klasie błysnął formą nasz Zbigniew Przybyła z głogowskiego Zagłębia Miedziowego. Popularny w tamtych czasach " Gucio " zainkasował sporo punktów za trzecią i drugą lokatę. Mawiano po zawodach, że gdyby przed tym rajdem motocyklista ze Wschowy zrzucił trochę kilogramów, to Passeri miałby twardy orzech do zgryzienia. Mawiano nawet, że Simson GS 80 jakiego dosiadał " Gucio " jest dla niego zbyt filigranowy. Możliwe, aczkolwiek z dzisiejszej perspektywy ówczesne rajdowe Simsony mogą zasługiwać na miano maszyn nader solidnie zbudowanych. No cóż - inne czasy, inne realia, inna technologia... Kolejnym jasnym punktem naszej kadry był pochodzący z Ostródy ( ściślej: z Kajkowa ), a jeżdżący w barwach gdańskich GAMK Budowlani Ryszard Gancewski. Popularny i znany w motocyklowym światku " Szalony Ganc "wygrał pewnie z przewagą prawie stu punktów pierwszego dnia klasę 125. W niedzielę utknął dwukrotnie w bajorze na próbie crossowej. Strat nie udało się odrobić i Ryszard Gancewski zakończył niedzielną rywalizację na piątym miejscu w " setkach ". Ale i tak wyniki budziły szacunek. Pozostali kadrowicze Mirosława Malca startujący na Jawach Enduro w klasach 250 i 500 wobec silniejszej sprzętowo konkurencji ukończyli - a to przecież w rajdach jest najważniejsze - te bardzo trudne zawody lokując się w drugiej dziesiątce swoich klas ( punkty przyznawano wówczas do dwudziestego piątego miejsca ). W mocno obsadzonych dwieściepięćdziesiątkach wygranych w sobotę przez Jiriego Cisara ( CSRS ), a w niedzielę przez Haralda Sturma ( nie dziwią takie wyniki, jeżeli facet nazywa się w tłumaczeniu Burza ) z NRD całkiem dobrze poczynał sobie Ryszard Augustyn dojeżdżając na piętnastej i czternastej pozycji. O ile zawodnicy z Czechosłowacji i NRD dysponowali fabrycznymi prototypami Jawy i MZ, to rajdowiec z Kieleckiego Klubu Motorowego jechał nową, ale seryjną Jawą Enduro nieco tylko zmodyfikowaną w warszawskim warsztacie OTZ PZMot. W klasie najcięższych dwusuwów, czyli w pięćsetkach najlepiej z naszych wypadł reprezentant świdnickiej Avii Krzysztof Serwin, który był wówczas dziesiąty i czternasty. Przedstawiciel Gdyni jeżdżący wtedy w Budowlanych, dwudziestotrzyletni Zbigniew Groth pokazał się w międzynarodowym towarzystwie z dobrej strony kończąc ten trudny rajd na szesnastym i osiemnastym miejscu. Uchodzący już wtedy za seniora polskiej kadry Zbigniew Banasik z kieleckiej Korony zmagał się z awariami ogumienia ( o musach w tamtych czasach jeszcze nie słyszano ) i małpimi złośliwościami instalacji elektrycznej. Okazało się, że nawet hiszpański Motoplat może być nieodporny na wodę, która była wtedy wszech obecna, a iskra wędrowała sobie wszędzie, tylko niekoniecznie do świecy. Stąd dziewiętnaste i dwudzieste pierwsze miejsce w Jeleniej Górze anno 1985. Ówczesne rajdy rozgrywano zazwyczaj w taki sposób, że często czasy z prób schodziły na drugi plan, a o klasyfikacji decydowały tak naprawdę spóźnienia. Jeżeli zsumujemy takie czynniki jak trudna trasa, fatalna pogoda i dość ciasne czasy przejazdu, a tak właśnie było ćwierć wieku temu w Jeleniej Górze, to nie dziwota, że w sobotę o czasie przyjechało zaledwie o ś m i u zawodników. Pozostali inkasowali na swoich kontach spore ilości karnych punktów za spóźnienia. W obecnych czasach taka sytuacja niechybnie zakończyła by się raczej potężną awanturą w Biurze Zawodów. W roku 1985 przyjęto klasyfikację ze zrozumieniem. Drugiego dnia zaordynowano zmianę czasów na luźniejsze i - co było swoistym kolorytem regulaminu z tamtych lat - jazdę w przeciwnym kierunku niż w sobotę. Od drugiego okrążenia nie padało, ale błoto i zimny wiatr nadal dawały popalić, więc na PKC-ach charakterystycznym widokiem byli motocykliści ogrzewający dłonie trzymając je na rozgrzanych cylindrach, lub elementach układu wydechowego. III Rajd Dolnośląski oprócz zmagań najlepszych w Europie był także areną serialu Mistrzostw Polski. Ta konkurencja miała, co zrozumiałe, dużo skromniejszą oprawę i obsadę, zarówno pod względem liczby uczestników, a także jakości sprzętu. W tej klasyfikacji błyszczeli: Piotr Kasperek, Piotr Jarczyński, Jacek Czachor, Dariusz Stopa, Maciej Świetlik, czy Jacek Lonka. W konkurencji klubowej na krajowym podwórku rządzili motocykliści kieleckiej Korony, czując jednak na plecach oddechy rywali z gdańskich Budowlanych. Rajd Enduro sprzed dwudziestu pięciu lat, to oczywiście w dzisiejszych czasach całkiem inna bajka. Także technologiczna. Ówczesne topowe motocykle uchodzą dzisiaj za unikaty, będące perełkami w muzealnych kolekcjach. To samo dotyczy ubiorów, butów, czy kasków. Dziś brzmi to niczym bajka o żelaznym wilku, ale podczas jeleniogórskich Mistrzostw Europy w czerwcu 1985 roku wszyscy nie mogli się nachwalić prędkości spływania wyników. Rzecz w tym, że owe rezultaty przesyłał komputerowy system obsługi rajdu, który prowadził miejscowy Zakład Elektronicznej Techniki Obliczeniowej dysponujący polskim sprzętem marki Odra 1305 z wrocławskiego Elwro. Młodzieży należy się wyjaśnienie, że owa Odra 1305 to była maszyna licząca o gabarytach piwnicy w punktowcu. Takie to były ciekawe czasy! Rzecz jasna już " po rajdzie " Ryszard Gancewski mógł się naocznie przekonać jak wielu ma przyjaciół i znajomych - w końcu wygrał klasę! Na szczęście w krytycznym momencie, gdy " Gancu " stwierdził, że może mieć kłopoty z pokryciem, nie zawiedli koledzy z kadry ustanawiając się " OF ", czyli Osobami Fundującymi. W końcu chodziło o wspólną zabawę i radość ze zwycięstwa w trudnych zawodach. Reasumując ten trudny i wymagający rajd w Karkonoszach sprzed dwudziestu pięciu lat wypada wspomnieć o jakże radosnej wieści jaka dotarła w połowie lipca 1985 roku. Zbigniew Przybyła w klasie 80 i Ryszard Gancewski w klasie 125 zostali Wicemistrzami Europy w rajdach Enduro!
Jarosław Ozdoba.

Czytaj więcej...

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Marshale czyli antybobry...






Dlaczego „marshale” ? To angielskie słowo ma wiele konotacji, z pewnością najwięcej militarnych i prawnych. „US Marshals Service” jest profesjonalną jednostką policji federalnej zajmującą się egzekwowaniem prawa. Na zasadzie skojarzeń nazwa ta przeniosła się również do enduro i oznacza, o wielu już lat, motocyklowych funkcyjnych organizujących i pilnujących porządku na trasie okrężnej zawodów enduro. Do takiej roli wyznacza się najczęściej zawodników klubu - organizatora, bo znają najlepiej teren i specyfikę zawodów. Zarówno dwa lata temu jak i w ostatni weekend, podczas Mistrzostw Świata w Kwidzynie, wraz ze Sławkiem i Romanem Ulenbergami oraz Marcinem Spirowskim szeryfowaliśmy na trasie szybkim małolatom z MŚ. Trasę, długo przed zawodami, przygotował Roman Ulenberg. Naszym zadaniem było dokończenie oznakowania i pilnowanie porządku, tak aby trasa była całkowicie przejezdna podczas obu dni rajdu.
Pracę zaczęliśmy w środę, a skończyliśmy w niedzielę po rajdzie. Znakowanie nie jest trudne, bo patrzymy na trasę oczami zawodnika i wiemy, gdzie należy nabić znaki. Natomiast ilość zatrzymań, ponownych odpaleń motocykla jest większa niż w całym sezonie podczas wszystkich startów. Poza tym należy w wielu miejscach trasę oczyścić z nadmiernej ilości konarów, gałęzi, pni, czy krzaków. Kwidzyńskie rajdy, to droga przez las. Nie duktem, a gęstwiną, rzeczką, przez powalone pnie, stosy gałęzi i inne takie przyjemności. Przed rajdem jest tam dużo pracy dla marshala, który szaleje w gęstwinie z siekierką, niczym pijany juhas na potańcówce. Nabijając znaki trasy, strzelamy z tackerów do drzew uzyskując sprawność harcerską „Tackerski strzelec wyborowy”. Tak na marginesie – tacker to przyrząd do wstrzeliwania zszywek. Po polsku – zszywkostrzykacz. Sami teraz rozumiecie dlaczego używamy angielskiej nazwyJ. Oprócz tego musimy otaśmować niektóre miejsca na trasie, a większość niebezpiecznych, a słabo widocznych elementów opryskać żarówiastym sprayem. Wszystkich i tak nie wyłapiemy, ale te najgorsze na pewno. W ten sposób, gdy w piątek wieczorem zjeżdżamy z trasy, ta jest prawidłowo oznaczona, a my szykujemy się na sobotę i niedzielę.
Rano, gdy wszyscy jeszcze smacznie śpią, marsahle odpalają maszyny i wyruszają w objazd. Sprawdzamy czy znaki są na miejscu, wody przejezdne, a podjazdy do pokonania. Coś gdzieś poprawimy, a czasem nawet musimy zmienić trasę. Taki przypadek mieliśmy w sobotę rano. Jedziemy ze Spirką już końcówkę kółka i jakieś 6 minut przed depo jest krótki ale bardzo stromy podjazd, wymagający lekkiego przełożenia motocykla w lewo w stosunku do pierwotnego kierunku najazdu. Spirka z biegu wjechał, a mnie przy tym przełożeniu kolo uciekło i stanąłem metr od wierzchołka. Ostatnie 4 metry to prawie pion więc musiałam zjechać i więcej ani ja ani Spira nie daliśmy rady wjechać. W piątek wieczorem mocno popadało i na tym podjeździe zrobiła się dość gruba warstwa mokrej gliny, która uniemożliwiała skuteczny napęd. Patrzymy na zegarek, a tu już pierwsi zawodnicy w trasie. Będą tu za godzinę dwadzieścia minut i klops. Nawet jak najlepsi wyjadą, to reszta stanie, bo podjazd jest na jeden motocykl. Babeczki, które jechały ostatnie byłyby bez szans. Objazdu żadnego, bo to taka kotlina przy torach. Już myślałem, żeby odciąć cały ten odcinek i puścić rajd asfaltem, ale Spira uratował sytuację. Z determinacją erzbergowego rozbijacza łbów, puścił się motocyklem przez gęstwinę grzbietem kotlinki mając z jednej strony stromo w dół, a z drugiej tory kolejowe i znalazł przejazd. Przyjechał jeszcze Sławek Ulenberg z dwoma ochotnikami i pożyczoną siekierką. W pół godziny zrobiliśmy taki fajny objazd, że mucha nie siada. Wcale nie łatwy, ale bezpieczny. Wprawdzie po kilku godzinach podjazd wysechł, ale już nie włączaliśmy go w trasę. I tak zawodnicy mieli co robić.
Osobną sprawą są przeprawy wodne. Zawsze jest tam dużo kibiców i zawsze, wzmocnieni piwem, zamieniają się w bobry budujące tamy. Spiętrzają wodę, mocno utrudniając przejazd. Gdyby jeszcze pokazywali dobre ślady. Niestety często zdarza się, że wpuszczają zawodników w nieprzejezdne koleiny, oczywiście po to, żeby ich potem stamtąd wyciągać. Chociaż tyle dobrego. Sam jeżdżę jako zawodnik więc wiem, że taka pomoc to średnia radość. Lepiej byłoby się nie błocić, bo i motocykl marnieje, i zawodnik traci siły. Zatem zawodnicy nie bardzo ufają tym pomagaczom i starają się nie korzystać z ich rad. W takich miejscach i rano, i wieczorem marshale zamieniają się w antybobry, rozbierając pieczołowicie zbudowane tamy, po to aby przywrócić prawidłowy poziom przejezdności trasy. Zawsze mamy w zanadrzu kilka alternatywnych przejazdów, bo gdy jednym pójdzie ze sto motocykli, to wygląda jak po detonacji miny przeciwczołgowej. Zawodnicy już po pierwszym kółku wiedzą kto jest ich aniołem stróżem i podjeżdżając do takiego błotka oddychają z ulgą widząc nasze kamizelki. Wprawdzie błoto muszą przejechać ale mają pewność, że pokazany przez nas ślad jest przejezdny.
Mimo tych śmiesznych, bądź co bądź, batalii, można zrozumieć tych kibiców, a nawet dojść z nim do pewnego porozumienia. Niestety, zawarty rozejm trwa tak długo, jak długo tam jesteśmy. Gdy odjeżdżamy, wszystkie nasze prośby i tłumaczenia idą w kąt i szalone bobry ruszają do bezsensownej, mokrej roboty. Szczytem tych zawodów było zbudowanie tamy z worków z piaskiem, którą antybobry w postaci Sławka i Romana Ulenbergów rozbierali przez godzinę. Wszystko to w niedzielę, tuż przed startem do drugiego dnia. Udało się, ale musieliśmy na tej przeprawie zainstalować posterunek porządkowy na całą niedzielę, aby szalone bobry nie utopiły najlepszych rajdowców naszego globu. Pozwoliłem sobie, za zgodą zainteresowanych, zrobić zdjęcie najwytrwalszych bobrów, prezentowane obok.
Belki rozrzucone na trasie nie budziły mojego zdziwienia, ale drugiego dnia pod sam koniec rajdu, opadła mi kopara gdy zobaczyłem gdzieś w głębokim lesie rozpalone na trasie rajdu ognisko. Droga zatarasowana dużym drągiem. Oczywiście można to było objechać ale na trasie objazdu leżał drut kolczasty, który pewnie przypadkiem sam się tam doczołgał. Zaraz jadą zawodnicy ostatnią pętlę, a tu nie wiadomo co – piknik czy sabat idiotów?
Podjeżdżamy ze Spirką, stawiamy motocykle, podchodzimy do grupy. Twarze wyraźnie w pogoni za rozumem, a żołądki napompowane wszechobecnym nektarem marki Specjal.
Pytania o cel rozpalenia ogniska i tarasowania trasy rajdu pozostały bez odpowiedzi. No bo cóż można na to powiedzieć? Informacja o możliwej interwencji Straży Leśnej poskutkowała zagaszeniem ogniska. Zanim rozebraliśmy barykadę, idioci, bo przecież nie kibice rozwiali się niczym brzydki zapach po wyjściu z wiadomego miejsca.
Na szczęście incydentów tego typu więcej nie było, a kibice z okolic Kwidzyna są życzliwi i sympatyczni. Nawet ci nieliczni, którzy z uwagi na kłopoty z myśleniem są utrapieniem marshali, stanowią znacznie większe zagrożenie dla siebie niż kogokolwiek innego.
Z końcem rajdu zakończyła się nasza praca aniołów stróżów. Nie było zwożenia z trasy, wypadków, awarii czy wyciągania z błota. Zawodnicy pojechali bardzo bezpiecznie i pewnie. My zrobiliśmy swoje. To był dobry rajd.

Czytaj więcej...

sobota, 12 czerwca 2010

Kwidzyn - dzień pierwszy

Wreszcie! Komu udało się dotrzeć dziś do Kwidzyna, na pewno nie będzie żałował! Ciężko odnaleźć w jednym miejscu takie ilości adrenaliny :)

Zawody, zgodnie z oczekiwaniami, wypadły rewelacyjnie. Rozmach Mistrzostw Świata jest niesamowity i atmosfera zawodów dała się odczuć niemal w każdym punkcie Kwidzyna. W centrum wydarzeń - czyli w stadninie Miłosna - gdzie ulokowane zostały dwie wspaniałe próby szybkości, w tym wizytówka enduro - Extreme Test - tysiące kibiców z zapartym tchem śledziło każdy metr jazdy swoich ulubieńców. Kwidzyn to kraina sportu i zdrowej rywalizacji - dopingowano każdego zawodnika, ale gdy na starcie pojawiał się Bartek Obłucki, a zwłaszcza Tadeusz Błażusiak wrzawa potrafiła zagłuszać dźwięk motocykli! Chłopaki odpłacili publiczności świetną i widowiskową jazdą. Tadek za każdym razem lokował się w pierwszej trójce klasyfikacji tego testu. Na koniec dnia zajął bardzo dobre 6 miejsce w klasie E1 Bartek skończył rywalizację na mocny 5 miejscu w klasie E3. Polacy nie dają za wygraną i jutro będą chcieli poprawić pozycje.
Pozostali rodacy walczyli bardzo dzielnie. Marcin Frycz zajął 12 miejsce w klasie E1. Chociaż jest to końcówka tabeli, to strata do poprzedników na prawdę nie była duża! Wizualnie Marcin nie odstawał jazdą od regularnych uczestników EWC. Paweł Szymkowski zajął ostanie punktowane miejsce w klasie JUNIOR, czyli dwudzieste. 25 był Sylwester Jędrzejczyk, 27 Rafał Bracik, 28 Patryk Bielec i 29 Bartosz Kasza. Rywalizacji nie ukończyli Marcin Małek z klasy E2 oraz Andrzej Gulba z klasy E3. Jak widać całkiem ładna reprezentacja Polaków pojawiła się na starcie, szkoda, że część chłopaków wyeliminowała się przez kontuzje.

Jutro kolejny dzień rywalizacji i kolejna dawka wielkich emocji mistrzowskiego Enduro. Zdecydowanie najciekawiej jest w rejonie Miłosnej - warto obejrzeć obie tamtejsze próby. Niesamowicie zwinna jazda na ciasnym, pełnym przeszkód Extremie oraz mrożąca krew w żyłach szybka jazda między drzewami na próbie enduro - taki widok ciężko jest zapomnieć. Warto też przejechać chociaż na jedno kółko na MX Test ze względu na bardzo widowiskowe skoki. Jeśli jeszcze się zastanawiasz, nie masz nad czym - siadaj do samochodu i jedź do Kwidzyna!

Czytaj więcej...

Kwidzyn - Film z dnia pierwszego

Oficjalna relacja filmowa organizatora z I dnia GP Polski w Kwidzynie.

Czytaj więcej...

piątek, 11 czerwca 2010

Mika Ahola o GP Polski

Przeczytajcie, co nadchodzącym weekendzie napisał na swoim blogu mistrz świata - Mika Ahola.

Nie ma Super Testu dzisiaj! Nie jest obowiązkowy dla organizatora, więc polscy organizatorzy zrezygnowali z niego i wszystcy zawodnicy są zadowoleni z tej decyzji! Przed chwilą mocno padało przez pół godziny, i jest to dobrze dla testów. Przynajmniej kurz nie będzie problemem, choć jutro MX TEST może być śliski w niektórych miejscach ... I belki na Xtremie! Przeszedłem wszystkie próby już kilka razy i wyglądają bardzo podobnie, jak w 2008 roku. Test MX jest na tym samym ogromnym polu, które jest w połowie piaszczyste i w połowie gliniaste. Dokoła wysoka trawa, ale trasa została przygotowana przez duży spychacz, więc jest szeroko jak na torze MX i około 20 skoków do zapamiętania. Jest tylko jeden krótki odcinek w lesie z jednym stromym podjazdem, reszta jest zdecydowanie w stylu MX. W 2008 roku przejazd trwał 12min, ale tym razem jest to nieco szybciej i krócej.

Test enduro jest w tym samym lesie, co dwa lata temu, ale stare, dziurawe ślady nie zostały wykorzystane. Teraz tylko gdzieniegdzie przecina się starą trasę, reszta jest nowa. Gleba jest bardzo piaszczysta i jest runo zasłana pnie, które mogą powodować nieprzyjemne niespodzianki. Przynajmniej pierwsze okrążenie nie będzie mierzone. Test jest dość powolny, cały czas między drzewami, ale może lepiej w ten sposób z uwagi na te wszystkie pnie! Dwa lata temu było bardzo szybko, ale też bardzo niebezpieczne wśród kurzu i bumbsów, obejmujących kilka dużych pni i korzeni drzew. Miałem wtedy groźną sytuację, kiedy jadąc z dużą prędkością trafiłem na coś, czego nie widziałem, a Jari Mattila przykładowo roztrzaskał hełm na drzewie po podobnej przygodzie! Na szczęście wyszedł z opresji jedynie z bólem głowy i szyi!

Test Xtrem jest prawie taki sam, jak w 2008. Tor na piasku i przeszkody dla koni to główne przeszkody. Duże bele. W 2008 r. mieliśmy do pokonania dwa wysokie stopnie w dół, a w tym roku jedziemy je pod górę, więc będzie to prawdopodobnie najtrudniejsza część egzaminu. O ile wcześniej nie pójdę przez kierownicę przez te cholerne opony, jak w 2008! Wygląda na to, że umieszczenie opon na extremie to cholerny obowiązek! Wszelkiego rodzaju opon się używa. Na przykład na tym Xtremie są małe śmieszne oponki położone płasko na ziemi, zaraz po starcie i są one na tyle miękkie, że mogą podnieść się pod motocyklem i gdzieś zaplątać! Chwilę potem są te małe opony od ciągnika w rzędzie, gdzie poszedłem nad kierownicą w 2008 r., ponieważ próbowałem je przeskoczyć. Opony te są jednak tak miękkie, że ugięte pod ciężarem motocykla oddały mi niezłego kopniaka! Teraz skakałem na nich pieszo, aby zobaczyć, która jest sztywna, ale wszystkie są miękkie. Super. Dlaczego zawsze dają te opony? Po co to? Zapewne niebawem zaczną tworzyć przeszkody z odpadów komunalnych. Co powiecie na stare lodówki? To byłoby coś.

Jutro jedziemy cztery okrążenia i tylko test Enduro nie będzie mierzony w pierwszym kole. Tylko jeden PKC i punkt serwisowy. Będzie gdzieś miejsce jeszcze jeden punkt tankowania, ale to wszystko. Zapowiada się ciężki dzień z małymi przerwami na jedzenie i picie!

Czytaj więcej...

środa, 9 czerwca 2010

Kwidzyn - praca wre...



Właśnie wróciłem z Kwidzyna. Wraz z Romanem Ulenbergiem i Marcinem Spirowskim, przez cały niemal dzień, kończyliśmy oznakowanie trasy na sobotnio/niedzielne Mistrzostwa Świata Enduro. W zasadzie Roman wykonał większość pracy, przygotowując bardzo ładną, typowo leśną trasę okrężną. Jedna pętla wraz z próbami będzie trwała około 100 minut, w tym około 23-25 minut prób. Zawodnicy jadą 4 pętle, zatem będą mieli ponad 1,5 godziny prób z dnia. Na ostatnich zawodach we Włoszech było to tylko około 55 minut. Sama trasa okrężna nie jest trudna technicznie, ale mało tam miejsca aby usiąść. Wyjątkowo bujna roślinność ( jest ciepło i deszczowo) utrudnia obserwację trasy, a w lesie jest dużo niespodzianek typu korzeń, pień i takie inne. Zatem rajd będzie bardzo wyczerpujący.
W sobotę start jest przewidziany na godzinę 9. Po krótkiej asfaltowej dojazdówce zawodnicy będą wjeżdżać na piękną, leśną próbę Enduro przygotowaną, podobnie jak dwie pozostałe przez pana Tadeusza Ulenberga z kwidzyńskiego KM. Ta próba to około 9-10 minut szybkiej jazdy przez las z wieloma trudnymi technicznie elementami. Bezpośrednio po próbie Enduro zawodnicy wjeżdżają na test Extreme. Obie próby są położone w Miłosnej na obiektach znajdującej się tam, stadniny koni. Test Extreme to 3 minuty walki na sztucznych przeszkodach o dużym stopniu trudności. Mogę wam tylko powiedzieć, że dwa lata temu przejeżdżałem test Extreme, a w tym roku jakoś nie miałem ochoty na niego wjeżdżać. Może byłem zmęczony;-). Po wyjeździe z testu Extreme jest długi odcinek leśny do próby Cross. Błota nie będzie dużo, ale jest rzeczka, jest ciasno pomiędzy drzewami i ani chwili odpoczynku. Próba Cross ma podobną konfigurację jak dwa lata temu. Jest świetnie przygotowana, wygłaskana, z wieloma skokami. Dzieli się na gliniastą część twardą lub śliską ( w czasie deszczu) oraz miękką część piaskową. Ci, którzy startują w XCountry wiedzą o czym piszę, bo na tej próbie rozgrywana jest kwidzyńska edycja Mistrzostw Polski w tej dyscyplinie. To około 10 minut jazdy. Potem znowu las do depo zawodów i koniec pętli.
My całe zawody przesiedzimy w lesie, pilnując oznakowania i wyciągając z opresji pechowców. Natomiast was zachęcam do przyjazdu do Kwidzyna. W niedzielę ma być piękna pogoda, a przyjeżdżając do Miłosnej, macie w zasięgu wszystkie próby, w tym szczególnie trudny Extreme. Będzie się działo, bo zawodnicy światowej czołówki jeżdżą bardzo widowiskowo. Dzisiaj to oni nam kibicowali, bo gdy sprawdzaliśmy w czasy przejazdu próby Enduro, kilku z nich właśnie ją przechodziło. Muszę przyznać, że było to bardzo miłe doświadczenie, gdy fachowcy dopingują cię na próbie i pokazują dobre ślady. Tym bardziej, że najlepsi z nich pojadą taką próbę ze dwie minuty szybciej niż my ;-).
Po wyjeździe dość długo rozmawiałem z Vanją Kollmann, doskonałą szwedzka zawodniczką, która wraz z innymi dziewczynami pierwszy raz startuje w Mistrzostwach Świata, w specjalnie dla nich stworzonej klasie kobiet. Trochę była przestraszona, bo słyszała z opowieści innych zawodników o słynnych kwidzyńskich błotach i o strasznych piaskach na trasie. Oczywiście uspokoiliśmy Vanję, że nie jest tak źle. Błot nie będzie, piasków też. O innych, przygotowanych w zamian niespodziankach, taktownie nie wspomnieliśmy. Po co mają się dziewczyny stresować. W końcu i tak dadzą radę bo to naprawdę twarde sztuki, a przy tym bardzo ładne;-).

Czytaj więcej...

wtorek, 8 czerwca 2010

Kwidzyn - oficjalna zapowiedź

Prezentujemy oficjalną zapowiedź GP Polski w "wolnym tłumaczeniu" google translatora :)



Po trzech imprezach na południu Europy, Mistrzostwa Świata w Rajdach Enduro przybywają do Europy Wschodniej i Kwidzyna, miejsca, w którym 12 czerwca i 13 odbędą się najbliższe rundy GRAND PRIX OF Maxxis POLAND. Oddalone o trzy godziny drogi od Warszawy, miasto to na zajmuje silną pozycję w przewodnikach turystycznych z licznymi zabytkami, przede wszystkim katedrą i jej XIII-wiecznym zamkiem. W czasie II wojny światowej, Kwidzyn był bardzo zniszczony przez wojska hitlerowskich Niemiec. Po jego wyzwoleniu, jego kamienie i domy zostały rozebrane i wykorzystane do odbudowy zniszczonej Warszawy.
Od dwóch lat, Kwidzyn odnalazł swoje miejsce również wśród "głównych" miast enduro na świecie. Oferując jedno z najpiękniejszych wydarzeń sezonu 2008, Kwidzyn zdołał powiązać Polskę ze enduro na światowym poziomie. Najbliższe Grand Prix z pewnością będzie miało specjalne znaczenie dla polskiego zawodnika teamu Husqvarna, Bartosza OBŁUCKIEGO (POL-HVA). Dwa lata temu zmuszony był wycofać się z rywalizacji ze względu na pewne problemy w zespole. Po tych wypadkach Bartek koncertowo startował w sezonie 2009, do czasu kontuzji. Po nieudanym początku obecnego sezonu, Polak ma nadzieję na "nowy początek" wraz z rundą w Kwidzynie.
"Chcę ogłosić, że czuję się znacznie lepiej niż w poprzednich tygodniach, znowu rozglądam się za podium, wyjaśnia Bartosz Oblucki. Mój zły początek sezonu był wynikiem wielu drobnych szczegółów. Przede wszystkim pechowo ułożyła się dla mnie zmiana klasy na E3, 1. Grand Prix Hiszpanii musiałem jechać w końcówce stawki. Musiałem męczyć się z wyprzedzaniem wolniejszych zawodników. A potem był ten KO podczas imprezy w Portugalii. Popełniłem kilka błędów. Przez rozpoczęciem sezonu myślałem, że nie będzie dużej różnicy między motocyklem 300 ccm, a moim poprzednim 250 ccm, które znałem doskonale. Ale to jest naprawdę inny motocykl. Silnik jest znacznie większy i potężniejszy. Muszę dostosować mój czasami zbyt agresywny styl jazdy. Dzięki pomocy Sébastien'a Guillaume mogłem tego dokonać. Przetestowaliśmy różne ustawienia i przedyskutowaliśmy nasze oczekiwania względem maszyny. W końcu otrzymałem motor spełniający moje wymagania, i dlatego tym bardziej jestem zmotywowany na dobry wynik w Polsce.Trasa będzie taka sama, jak dwa lata temu i cieszy mnie to, ponieważ organizacyjnie wszystko grało, jak należy. Szczególne znaczenie będzie miała obecność czołowego polskiego zawodnika, Tadeusza BŁAŻUSIAKA (POL-KTM). Jest jednym z moich najlepszych przyjaciół i bardzo często trenujemy razem. Sporo się od niego nauczyłem, a także Tadek coraz szybciej jeździ na motocrossie. Muszę przyznać, że był genialny we Włoszech."
Obłucki oraz Błażusiak to dwaj "medialni" zawodnicy, są również nowymi ambasadorami tradycji polskich jeźdźców, którzy próbują odnaleźć swoją minioną chwałę". Najważniejszym znakiem zapytania w klasie ENDURO 1 pozostaje stan zdrowia Johnny'ego Aubert (FRA-KTM). Cierpiący na dolegliwości w uchu wewnętrznym Francuz został zmuszony do odpuszczenia, a decyzję o starcie w Polsce może podjąć w ostatniej chwili. Mimo braku najgroźniejszego rywala, Antoine MEO (FRA-HVA) nie pozostaje bez konkurencji, ponieważ Eero Remes (SF-KTM) pokazał we Włoszech , że jest w stanie konkurować z liderem mistrzostw.
Grand Prix Polski będzie również okazją do rewanżu dla Ivana Cervantesa (ESP-KTM)za podwójne zwycięstwo Mika Aholi (SF-HM) we Włoszech w klasie ENDURO 2. W 2008 roku Hiszpan wygrał obie rundy w Kwidzynie właśnie z Aholą. Wartym zaznaczenia jest fakt, że właśnie w Polsce Team BMW Motorrad zdobył swoje pierwsze podium wraz z Simo Kirssim. W tym roku będzie znacznie trudniej. Pomimo nowych ram Husqvarny, bawarski zespół pozostaje bez lidera, Juhy Salminena (SF-BMW) , kontuzjowanego w nogę. Z kolei Sebastien Guillaume (FRA-HVA) swój najlepszy wynik sezonu 2008 w klasie ENDURO 3 także zanotował w Polsce. Pełen energii po operacji dłoni, Francuz będzie jednym z faworytów, podobnie jak jego kolego z zespołu Bartosz OBŁUCKI (POL-HVA). Dwóch zawodników Husqvarny będzie jednak musiało zaangażować się w walkę o pierwszy stopień podium pomiędzy Davidem Knightem (GB-KTM) i Christophem NAMBOTIN'em (FRA-GAS), których dzieli jedynie 6 punktów w klasyfikacji z przewagą Brytyjczyka. Kategoria JUNIOR zapowiada się także emocjonująco. Jej lider, Jérémy JOLLY (FRA-HM) tylko o jeden punkt wyprzedza Lorenzo SANTOLINO (ESP-KTM). Hiszpan zaczął sezon bez punktów, by wkrótce wygrać 5 razy z rzędu. Jolly musi być czujny. Warto przypomnieć, że zawody GRAND PRIX MAXXIS OF POLAND będą miały swoją transmisje telewizyjną na kanale Eurosport 2 w czwartek 24 czerwca o godzinie 19:00 (czasu francuskiego).

Czytaj więcej...

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Mistrzostwa Świata w Kwidzynie

Już za niespełna tydzień (12-13.06) rozpoczną się jedne z najbardziej wyczekiwanych przez nas zawodów - Grand Prix Polski z cyklu MAXXIS FIM ENDURO WORLD CHAMPIONSHIP.Imprezę organizuje Kwidzyński Klub Motorowy im. Jana Młynarskiego we współpracy z Władzami Miasta Kwidzyna i Polskim Związkiem Motorowym. Takie same zawody odbyły się już w Kwidzynie w 2008 roku a ich wzorowa organizacja zdobyła uznanie sędziów i zawodników. Padock A ulokowano na parkingu przy Urzędzie Celnym przy ul. Lotniczej 1. Tam znajdują się również biuro zawodów, kontrola techniczna, Parc Ferme, start i meta, podium. Trasa rajdu zawiera w sobie trzy odcinki specjane:
Extreme Test - znajduje się na terenie Stadniny Koni Miłosna. Na podłożu piaszczystym rozlokowane są sztuczne przeszkody w postaci belek, uskoków, basen z wodą i podobne. Czas przejazdu będzie wynosił ok. 2-3min.
Enduro Test - znajduje się na obszarze leśnym bezpośrednio przyległym do Miłosnej. Czas przejazdu tej próby będzie oscylował w granicach 6-8 minut. Jest to najbardziej wymagająca próba, wąska i piaszczysta, pełna wystających korzeni i różnych innych pułapek.
Cross Test - obejmuje teren toru motocrossowego w Kwidzynie, znajdującego się na tyłach fabryki Jabil, oraz jego przyległości. Atrakcją tego odcinka są dwa tory o różnej nawierzchni, obfitujące w widowiskowe skoki i szybkie zakręty. Tutaj zawodnicy będą każdorazowo jechać ok. 10-12 minut.Harmonogram imprezy przedstawia się następująco:

Czwartek
09:00 Otwarcie Padoku
13:30-18:30 Otwarcie pola treningowego
14:00 Otwarcie sekretariatu
14:00 Otwarcie Press Room
18:00 Spotkanie organizatorów zawodów z Jury President

Piątek
08:30-10:00 Otwarcie pola treningowego
09:00 Pierwsze posiedzenie Jury
11:00 Zapoznanie się z trasą zawodów
09:00-11:00 Zgłoszenia zawodników
13:00-16:00 Kontrola techniczna
16:30 Drugie posiedzenie Jury

Sobota
09:00 Start 1 rundy
Wręczanie nagród nastąpi natychmiast po przyjeździe 3 pierwszych zawodników w poszczególnych klasach
19:00 3 posiedzenie Jury

Niedziela
09:00 Start 2 rundy
Wręczanie nagród nastąpi natychmiast po przyjeździe 3 pierwszych zawodników w poszczególnych klasach
17:00 4 i ostatnie posiedzenie Jury

W tym roku na starcie wśród światowej elity zobaczymy sporą reprezentację Polaków:

Klasa E1
Tadeusz Błażusiak
Marcin Frycz

Klasa E2
Łukasz Kurowski
Marcin Małek

Klasa E3
Bartosz Obłucki
Sebastian Krywult

Klasa JUNIOR
Sylwester Jędrzejczyk
Rafał Kiczko
Mateusz Bembenik
Patryk Bielec
Paweł Szymkowski
Jakub Strzelczyk
Rafał Bracik
Bartosz Kasza

O najwyższe laury będą walczyć nasi giganci terenowego motocykla, czyli Bartosz Obłucki oraz Tadeusz Błażusiak. Obydwaj zawodnicy zaliczają się do ścisłej czołówki cyklu. Natomiast z dziką kartą i o doświadczenie będą walczyć pozostali polscy zawodnicy, wśród których większość należy do Kadry PZM w Rajdach Enduro.
Ciekawostką imprezy będzie start zawodniczek w kategorii Women, które od tego roku rywalizują w wybranych zawodach cyklu EWC o Puchar Świata Kobiet w Rajdach Enduro.

Wszelkie użyteczne informacje można znaleźć na stronie:
www.enduro.kwidzyn.pl.

Zapraszamy serdecznie do kibicowania 12 i 13 czerwca na trasach GP Polski w Kwidzynie. Sami na pewno będziemy obecni, gdyż w tym roku ponownie wspomagamy nasz klub w przeprowadzeniu tej prestiżowej imprezy.

Czytaj więcej...

Puchar Polski MX Bartoszyce

W niedzielę uczestniczyliśmy w zawodach motocrossowego Pucharu Polski zorganizowanego przez Motoklub Wiraż z Bartoszyc. Pogoda dopisała. Mimo słonecznego dnia nie było bardzo gorąco, a podczas odpoczynku chłodził nas przyjemny zefirek. Obiekt w Bartoszycach, który ostatni raz oglądałem ze trzy lata temu, został dobrze przygotowany do zawodów. Wprawdzie konfiguracja toru praktycznie się nie zmieniła, to jednak został poprawnie odizolowany siatkami od intruzów, a obszerne depo pozwalało na wygodny postój ponad 90 zawodników. Było też czynne stanowisko mycia motocykli, z którego nikt tym razem nie korzystał. Błota nie było. Mimo suchej, a w konsekwencji śliskiej nawierzchni toru, kurzyło się umiarkowanie. Tylko po pierwszym łuku był problem z widocznością, a potem można już było jechać. Zawody Pucharu rozgrywane są w czterech klasach i tym samym są mocno rozciągnięte w czasie. Nie ukrywam, że ta specyficzna przypadłość zawodów motocrossowych jest dość irytująca. Jedzie się 4 razy po około 20 minut z prawie dwugodzinnymi przerwami pomiędzy biegami. Pełne lenistwo w porównaniu z X Country czy Enduro. Inną sprawą jest fakt, że wysiłek podczas dwóch ostatnich startów jest bardzo intensywny i na koniec dnia zmęczenie jest odczuwalne. Tym niemniej zabawa była przednia.
W klasie MX1 wygrał Mirek Kowalski (AMK Człuchów/EORacing), szczególnie szybko i płynnie jadący w drugim biegu meldując się pierwszy na mecie z kilkusekundową przewagą nad Pawłem Szturomskim z Głogowa. Drugi był Józek Sawicki z Białegostoku, a trzeci Wojciech Kusztala z Lidzbarku Warmińskiego. Bardzo dobre czwarte miejsce zajął Tomek Jost ( AMK Człuchów), który wystartował po dłuższej przerwie w treningach. Jak ustaliliśmy wspólnie z Tomkiem, takie przerwy mu dobrze służą, więc teraz zamierza cały czas leżeć do góry kołami, po to aby w kolejnym starcie uplasować się na podium:-).
Ja i Stasiu Grygiel, nie odnieśliśmy może spektakularnych sukcesów, ale to wszystko dlatego aby nie psuć Kowalowi jego chwil triumfu :-). Jednakowoż, w następnych zawodach damy więcej gazu, aby nasz Professore Kowalski poczuł na plecach oddech znacznie starszej ale wciąż dziarskiej konkurencji.
W klasie MX2 zawody wygrał Jakub Majchrzak przed Pawłem Szturomskim ( obaj z Głogowa) i Szymonem Motylewskim (KM Wisła Chełmno). Z dobrej strony pokazał się wychowanek Kowala – Dawid Konkol (AMK Człuchów) zajmując 6 miejsce na 33 zawodników startujących w tej klasie. Popularny Kocur jeździ szybko ale ma wyraźny problem z doborem bateryjek. Na pierwszy bieg miał tylko paluszki 1,5V i energii nie wystarczyło. Na drugi załadował płaską 4,5V i od razu 4 miejsce w stawce. Strach myśleć co będzie jak chłop dorwie się do jakiegoś porządnego akumulatoraJ.
W klasie MX85 triumfował dwukrotnie Leszek Jasiński (AMK Człuchów) przed dwoma zawodnikami z Lublina – Kamilem Wawrem i Maciejem Więckowskim. W pierwszym biegu nieźle pojechał wracający po kontuzji Szymon Staszkiewicz. Niestety, złamana w marcu noga wciąż daje o sobie znać i Szymon na razie bardziej się rehabilituje niż ściga.
W klasie MX65 kolejność wyglądała następująco: Maciej Sagan, Dominik Małecki i Kamil Osiedleniec – wszyscy z KM Cross Lublin. Szymon na treningu
Następne zawody Pucharu Polski MX odbędą się w Ostródzie 20 czerwca.

Czytaj więcej...

Quattrick Tadka

Rok temu przeszedł do historii, wygrywając trzeci raz z rzędu najtrudniejsze zawody motocyklowe świata. W tym roku dalej pisze historię, wygrywając czwarty raz z rzędu Hare Scramble podczas 16 edycji Erzberg Rodeo.Tadeusz Błażusiak, nasz najbardziej utytułowany motocyklista, może śmiało kandydować do miana remedium na trudne chwile sportu motocyklowego w Polsce. Niebawem napiszemy trochę więcej o jego wyczynach, a także o samych zawodach, gdy tylko nasze oczy i uszy wrócą z krainy kamienia i żelaza do domu i dojdą nieco do siebie po tym, co widziały.
Czytaj więcej...

sobota, 5 czerwca 2010

Erzberg dzień drugi



I zaświeciło słońce
Dzień drugi i trzeci, zrobiło się aż za ciepło. Prologi odbyły się w mało przyjaznej temperaturze, zamiast błota zaczęły otaczać nas chmury kurzu.
Piątek - już od 8 zaczęły się pierwsze starty w prologu. Niestety pech Tadka Błażusiaka, bryka zaciągnęła wody (tak mówią) i musiał zjechać z prologu. Bez motoru ale z uśmiechem na ustach pokazał się podczas prezentacji zawodników na torze enduro-crossu. Na trasę prologu co kilka sekund wyrusza kolejny zawodnik. Mamy możliwość oglądania tutaj najbardziej zwariowanych ludzi, jak wiemy w tym światku to naturalne :) Prolog jak to prolog, nie mamy wpływu na to co napotkamy na trasie.
Dzisiaj wszyscy obecni i posiadający jakąkolwiek maszynę zbliżoną chociaż odrobinę do motocykla, quada lub skutera mógł wziąć udział w tzw. Szturmie na Eisenerz czyli paradzie wszystkich obecnych na Erzberg Rodeo. Już nie tylko najróżniejsze maszyny ale coraz bardziej wymyślne przeprania możemy oglądać. Najbardziej nieprzewidywalni są oczywiście panowie, pokazali nam się jako blondyny, goryle a nawet pokusili się o ubranie stringów. Fajne przeżycie i całkiem niezwykły widok. Wieczorem odbyła się wielka
i huczna impreza dla wszystkich uczestników.

Sobota – drugi dzień prologu, od rana straszny skwar. Nasi kierowcy osiągają coraz większe prędkości i robi się coraz bardziej ryzykownie.

Właśnie gruchnęła jak grom z jasnego nieba wieść, że Przemek Kaczmarczyk pechowo wydesantował na pieruńsko szybkiej trasie prologu. Chwilowo mamy informacje, że ma złamany palec, bardzo silne bóle kręgosłupa i obojczyka. Ale za to nasz Kaczor miał okazję polatać śmigłowcem medycznym :)
Trasa dzisiejszego prologu przeschła, tym samym stała się mniej przyczepna. Na każdym zakręcie szczerzyły kły dziury po hamowaniach, głębokie na pół łydki. Bardzo liczyliśmy na niedzielny pokaz techniki trialowej w wykonaniu Kaczora. Miał on wielkie szanse na II pozycję wśród Polaków w tym jednym z najtrudniejszych wyścigów na świecie.

Atrakcją dnia dzisiejszego był wyścig Kimi Raikkonen vs. Tadek Błażusiak. Chyba wszyscy obecni zebrali się aby oglądać to wydarzenie. Kimi okazał się lepszy 10:28, natomiast Tadek 11:06. Możecie wierzyć albo nie ale to mega czasy na tej trasie.

Jutro najważniejszy wyścig tych zawodów Hare Scramble, czekamy z niecierpliwością na dzisiejsze wyniki prologu z nadzieją na jak największą liczbę Polaków w pięćsetce.

Ania W.

Czytaj więcej...

EORacing w rozjazdach

Nadchodzący weekend będzie bardzo "sportowy". Marcin Spirowski zakwalifikował się wczoraj do głównych zawodów Erzberg Rodeo. W niedzielę wystartuje z 7 linii wśród 500 niewyżytych zdobywców gór. Znajdzie się tam więcej naszych kolegów, bo oprócz Tadka Błażusiaka, z pierwszej linii wystartują: Sebastian Krywult i Marcin Frycz. Z trzeciej linii ruszy do tych zawodów as krajowego trialu - Przemek Kaczmarczyk. Bardzo jestem ciekawy jak im pójdzie, ale dla każdego z nich, oprócz Błażusiaka, ukończenie tych zmagań byłoby ogromnym sukcesem.

Niestety nie możemy trzymać za nich kciuków, bo sami będziemy na naszym krajowym podwórku bawić się w ściganie. Kowal zbiera ekipę na Puchar Polski w Bartoszycach i ma nadzieję znaleźć się na podium. Pewnie z nim pojadę. Wprawdzie nie należę do fanatycznych wyznawców motocrossu, ale zawsze znajdę sobie tam jakiegoś dziadka, z którym można się będzie pościgać.


Jedynie Cichy Majk odpuszcza sobie starty w ten weekend. Sesja na Uniwerku ma swoje prawa i właśnie teraz siedzi nad ksiązkami usiłując zaliczyć 4 rok studiów. Pewnie wolałby jechać z nami do Bartoszyc, ale chyba nie ma wyboru :-(. W przerwach moze sobie co najwyzej pogrzebać przy swoim moto.

Czytaj więcej...

czwartek, 3 czerwca 2010

Erzberg dzień pierwszy

Dzień pierwszy już za nami a zaczął się dość wcześnie. Już o 7 godzinie zrobiło się straszne zamieszanie i z każdej strony motocykle pomknęły w stronę biura aby się zgłosić do zawodów. Lista startowa była zamknięta znacznie wcześniej więc każdy zawodnik odbiera naklejki ze swoim numerem, nazwiskiem i oznaczeniem kraju z którego przyjechał. Tak na marginesie to świetna pamiątka z tego miejsca. Po oklejeniu czeka tylko odbiór techniczny no i oczywiście jazda...

Już dzisiaj rozegrała się pierwsza z konkurencji Rocket Ride czyli wielki podjazd. Początek miał miejsce wprawdzie dopiero o godzinie 12 ale już przed 11 obserwowaliśmy „dzikich” szoferów zdobywających wszelkie możliwe pobliskie „ścianki”. Niestety ale znaczna ich część kończyła swoje pokazy (w dosłownym tego słowa znaczeniu) kilka metrów za startem ale za to zapewnili nam pokaz najbardziej wymyślnych kombinacji jeźdźca z jego motocyklem. Pokazy dopełnili oczywiście najlepsi, którzy z wielką łatwością (oczywiście jak to nam się wydaje) średnim gazem pokonywali całą trasę pojawiając się na samym szczycie. W finale kolejne miejsca zajęli I Seppi Fally, II Mario Hirschmugl, III Michael Staufer.

Dzisiaj również wszyscy biorący udział w tzw. prologu (czyli kwalifikacjach do wyścigu niedzielnego) mogli pod okiem obsługi przejechać jego całą trasę. Jak się okazało był to pierwszy test dla zawodników i maszyn, wracający z trasy wyglądali jak po konkretnych błotnych kąpielach. Można sobie próbować wyobrazić jak wygląda przejazd około 1000 zawodników w jednym czasie po wąskich często odcinkach trasy pokrytej czasem drobnym żwirkiem a często żwirkiem o średnicy dochodzącej do 10-15cm, zmieszanym z ogromną ilością błota, które trwale wyrzucane spod kół motoru uderzały pewnie w większość części ciała kolejnych szoferów.

Wśród wszystkich zgłoszonych do zawodów mamy aż 33 Polaków, to już konkretna liczba. W Rocket Ride pokazaliśmy, że Polak potrafi i mamy nadzieję, że potwierdzimy to również w niedzielnym wyścigu.

Coraz więcej również słychać polskich głosów i widać naszych flag, mnóstwo kibiców przyjeżdża z polski aby oglądać to niezwykłe wydarzenie. Niestety tym razem wszyscy narzekają na pogodę bo ta nas wyjątkowo nie rozpieszcza. Straszliwy wiatr i deszcz nie chcą nas opuścić. Aczkolwiek są sygnały z Polski, że na weekend dojedzie do nas lepsza pogoda.

Z pozdrowieniami Ania W.

Czytaj więcej...

środa, 2 czerwca 2010

Erzberg Rodeo - leje...

Mamy najnowsze informacje od Marcina Spirowskiego. Wczoraj, po przybyciu na miejsce, okazało się, że zawody są jeszcze w proszku. Funkcyjni wskazali Spirce niekorzystny, daleko położony parking, a chodziło o to, aby zająć miejsce dla wszystkich naszych zawodników startujących w tegorocznej edycji Erzberg Rodeo, na parkingu niższym, dobrze skomunikowanym z centrum zawodów. Jednak, jak rozpadał się deszcz, funkcyjni zniknęli i każdy parkował, gdzie się da. Tym samym nasi stoją w kilku miniobozach.
Pogoda zupełnie pod psem – 8 stopni ciepła i od wczoraj ciągle pada. Wiatr jest tak silny, że deszcz, według opisu Marcina, pada poziomoJ. Póki co nasi bohaterowie siedzą w samochodach pod kocykiem. Jutro zapiszą się do tego rajdu i może przy lepszej pogodzie przygotują maszyny do mającego odbyć się w piątek prologu. Wyniki z prologu decydują o kolejności startowej w niedzielę. Spira narzeka, że podczas dopasowywania wydechu skaleczył się na tyle mocno w rękę, że lekarz musiał założyć kilka szwów.
Krótko mówiąc, jak nie urok, to … przemarsz wojska J.
Dalsze wiadomości już wkrótce.

Czytaj więcej...